wtorek, 21 lipca, 2026
Artykuł partneraZ kraju i ze świata

Szczyt NATO w Ankarze: dużo pieniędzy, mało gwarancji dla Europy Środkowo-Wschodniej

Szczyt NATO, który odbył się 7–8 lipca 2026 roku w Ankarze, miał być pokazem jedności Sojuszu wobec rosnącego zagrożenia ze strony Rosji. W rzeczywistości, jak zauważała przed szczytem Marion Messmer z Chatham House, groził przerodzeniem się w kolejną odsłonę sporu transatlantyckiego – tym razem na tle wojny w Iranie i tempa amerykańskiego wycofywania się z Europy. Napięcia między Waszyngtonem a europejskimi sojusznikami, także tymi dotąd uważanymi za bliskich Donaldowi Trumpowi – Wielką Brytanią, Włochami czy Niemcami – były, jak podkreślała ekspertka, wyraźnie większe niż podczas poprzednich szczytów.

Ostatecznie Ankara przyniosła kilka konkretów. Sojusznicy zadeklarowali 70 mld euro wsparcia wojskowego dla Ukrainy w 2026 r., z zapowiedzią utrzymania podobnego poziomu w 2027 r. Ponadto, w deklaracji końcowej zapisano, że „Ukraina przyczynia się do bezpieczeństwa transatlantyckiego” – co część komentatorów odczytała jako faktyczne, choć nieformalne, włączenie Kijowa w architekturę bezpieczeństwa Sojuszu, bez formalnej akcesji. Potwierdzono też „żelazne” zobowiązanie do artykułu 5 oraz cel przeznaczania 5 proc. PKB na obronność do 2035 r. Zapowiedziano również inwestycję w wysokości 27 mld euro w rozbudowę sieci rurociągów paliwowych w kierunku wschodniej flanki – Polski, państw bałtyckich, Rumunii i Finlandii.

Dla Europy Środkowo-Wschodniej to jednak bilans „mieszany”. Jak zauważają analitycy ośrodka EPIK oraz FPRI, państwa regionu od miesięcy zakładały, że przykładowo wysokie wydatki obronne przełożą się na twarde, nowe zobowiązania Waszyngtonu. Efekt był jednak ograniczony. Polska – lider NATO pod względem udziału wydatków obronnych w PKB – wynegocjowała podpisanie umowy o europejskim centrum serwisowym dla pocisków PAC-3 (wraz z USA, Holandią, Niemcami i Szwecją), co czyni ją głównym hubem serwisowym systemów Patriot dla całej wschodniej flanki, ale nie uzyskała deklaracji stałej obecności wojsk amerykańskich. Kwestię tę odłożono do zapowiedzianego na koniec czerwca przeglądu struktury i rozmieszczenia sił zbrojnych USA w Europie. Państwa bałtyckie wynegocjowały wzmocnienie misji Baltic Air Policing, lecz nie stałą obecność myśliwców. Jak podsumowuje serwis Kyiv Independent, „poszukiwanie większej przewidywalności pozostało bez odpowiedzi”.

Prezydent RP Karol Nawrocki, reprezentujący Polskę w Ankarze, mówił o wynikach szczytu w superlatywach, a szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski określił je nawet jako „przewyższające oczekiwania”. Symboliczne znaczenie miało także spotkanie Prezydenta Nawrockiego z Wołodymyrem Zełenskim na marginesie szczytu – pierwsze od czasu napięć wokół uhonorowania przez Kijów bojowników UPA. Rozmowa nie przyniosła przełomu w sporze historycznym, ale obie strony zgodziły się, że w obliczu zagrożenia rosyjskiego dobre relacje polsko-ukraińskie są koniecznością.

Najważniejszym, choć nieformalnym, elementem szczytu może się jednak okazać coś, co nie znalazło się w oficjalnym komunikacie: Eastern Flank Deterrence Initiative (EFDI), koncepcja operacyjna wspierana przez amerykańskie dowództwo wojsk lądowych w Europie. Zakłada ona stworzenie zintegrowanego systemu obrony wschodniej flanki NATO, obejmującego obszar od Arktyki i regionu nordycko-bałtyckiego, przez Polskę, po region Morza Czarnego. Celem tego systemu jest uniemożliwienie Rosji przeprowadzenia szybkiej operacji militarnej i narzucenia faktów dokonanych przed przybyciem sojuszniczych sił wzmocnienia. Jak zauważa Andrew Michta na łamach „19FortyFive”, to właśnie ta inicjatywa, a nie liczby dotyczące wydatków, może okazać się najtrwalszym dziedzictwem Ankary.

Znaczenie szczytu dla regionu należy więc czytać dwutorowo. Z jednej strony Europa Środkowo-Wschodnia – wraz z krajami nordyckimi, które w czerwcu w Gdańsku zadeklarowały wspólne podejście do bezpieczeństwa Wschodniej Flanki – konsekwentnie zwiększa własne zdolności obronne i przejmuje coraz większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu, częściowo niezależnie od Waszyngtonu. Z drugiej strony centralne pytanie, jak zauważa Chatham House, pozostaje otwarte: na ile wiarygodne będzie odstraszanie NATO, jeśli potencjalny agresor będzie obserwował stopniowe wycofywanie się Stanów Zjednoczonych z kontynentu. Szczyt w Ankarze nie zmienił kierunku amerykańskiej redukcji sił w Europie – jedynie odłożył odpowiedź na to pytanie do jesieni, kiedy ma zostać opublikowany wynik przeglądu postury wojsk USA.

Dla Warszawy, Wilna, Rygi i Tallina oznacza to jedno: mimo deklaracji jedności i miliardowych sum, region będzie musiał w najbliższych latach budować bezpieczeństwo w coraz większym stopniu własnymi siłami – licząc na Amerykę, ale nie polegając już na niej bezwarunkowo.

Autor: dr hab. Tomasz Stępniewski prof. KUL, RODM Lubelskie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *