czwartek, 12 lutego, 2026
Na sygnalePuławyWiadomościZ regionu

Policjanci z Kazimierza Dolnego ugasili pożar starego młyna. Z zadymionego budynku wynieśli włamywacza…

Szybka reakcja dzielnicowych z Kazimierza Dolnego zapobiegła tragedii w Bochotnicy. Funkcjonariusze nie tylko zdusili pożar w zabytkowym młynie, ale także uratowali mężczyznę, który ukrył się na trzeciej kondygnacji budynku.

Dzielnicowi z Komisariatu Policji w Kazimierzu Dolnym podczas piątkowej służby natknęli się na sytuację, która mogła zakończyć się poważnym pożarem. 21 listopada, tuż przed godziną 10:00, patrol przejeżdżał ulicą Nałęczowską w Bochotnicy, gdy policjanci zauważyli gęsty dym unoszący się z dachu starego młyna przy ulicy Zamłynie. Nie czekając ani chwili, ruszyli sprawdzić, co się dzieje.

Budynek był zamknięty i zabezpieczony płytami, ale od razu było widać, że pożar rozwija się w środku. Mundurowi powiadomili służby ratunkowe i równocześnie sami zaczęli działać. Siłowo otworzyli drzwi i weszli do środka, gdzie natrafili na ognisko podpalone między drewnianymi meblami i belkami stropowymi. Płomienie szybko rosły, a zagrożenie dla zabytkowego obiektu było coraz większe.

Policjanci próbowali gasić pożar najpierw samochodową gaśnicą, a potem… wodą z kałuż, którą nabierali do plastikowych butelek. Do akcji włączyła się również przejeżdżająca obok kobieta, która udostępniła im dodatkową gaśnicę. Dzięki ich wysiłkom ogień udało się opanować jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej, która później dogasiła zarzewie.

Podczas przeszukania zadymionych pomieszczeń strażacy wraz z jednym z policjantów natknęli się na niespodziewane odkrycie. Na trzeciej kondygnacji, skulony w schowku, leżał mężczyzna mający poważne problemy z oddychaniem. Mundurowi natychmiast wynieśli go z budynku, gdzie strażacy podali mu tlen i wezwali karetkę. Pomocy wymagali również funkcjonariusze, którzy długo przebywali w duszącym dymie.

Szybko okazało się, że znaleziony 36-latek najprawdopodobniej sam wywołał pożar. Według ustaleń włamał się do młyna, by ukraść przewody elektryczne. Przecięte kable opalał w ognisku wewnątrz budynku, by pozyskać miedź. Nie przewidział jednak, że płomienie wymkną się spod kontroli.

Po udzieleniu pomocy medycznej mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Usłyszał już zarzut usiłowania kradzieży z włamaniem oraz spowodowania strat szacowanych na co najmniej 2 tys. zł. Grozi mu nawet 10 lat więzienia.

Fot. Policja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.