Niemcy i Stany Zjednoczone – strategiczne partnerstwo w zmieniającym się świecie

Czasem łapię się na tym, że o relacjach transatlantyckich myślimy jak o starym, dobrze skrojonym garniturze – dotąd zawsze pasował, dlatego zakładamy, że będzie pasował nadal. Tymczasem świat zmienił sylwetkę i ten garnitur w newralgicznych miejscach po prostu uwiera. Niemiecko-amerykańskie partnerstwo przechodzi dziś właśnie taką próbę. Nie chodzi o to, czy sojusz przetrwa, tylko o to, czy obie strony mają odwagę pójść do nowego krawca.
Historycznie rzecz ujmując, układ był czytelny. Waszyngton dawał wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa. Berlin natomiast odpowiadał lojalnością, a także prowadził wymianę gospodarczą z USA, na której zarabiał niemało. Przez dekady działało to niemal automatycznie. Jednak po 24 lutego 2022 roku, ta automatyka zniknęła. Nastał „Zeitenwende” kanclerza Niemiec Olafa Scholza, czyli moment przełomu politycznego w Niemczech. Jednak słowa, nawet najmocniejsze, nie wykopią same okopów i nie zbudują zdolności obronnych. Wydaje się, że w Waszyngtonie patrzą teraz na Berlin trochę jak na dorastającego krewnego – kibicują, ale jednocześnie sprawdzają, czy deklaracje są zgodne z rzeczywistością. Niemcy oraz znaczna część państw członkowskich Unii Europejskiej przyzwyczaiły się do tego, że bezpieczeństwo jest „towarem importowanym”. Spór wokół wydatków na NATO ujawnił różne podejścia do finansowania bezpieczeństwa – Niemcy dopiero w 2025 r., po kilku latach transformacji w tym cyberataków ze strony Rosji, zaczynają doceniać konieczność zwiększenia wydatków na obronność. Nieprzewidywalność Prezydenta Trumpa, budzi jednak niepokój o przyszłość dobrych relacji niemiecko-amerykańskich.
Jest jeszcze ten słynny wątek gospodarczy, który z dawnego spoiwa stał się nagle zarzewiem sporu. Amerykańska IRA, czyli ustawa o redukcji inflacji, w Berlinie wywołała początkowo niemal alergię – pokazała coś więcej niż tylko spór o subsydia. Pokazała, że oba kraje zupełnie inaczej wyobrażają sobie rolę państwa w gospodarce przyszłości. Waszyngton stawia na nowy protekcjonizm z domieszką ogromnego „optymizmu przemysłowego”. Berlin, nawet po szoku energetycznym, dalej zerka w stronę wolnego handlu, jakby nie do końca wierząc, że tamten świat się skończył. To nie musi być konflikt, który rozsadzi współpracę państw. To może być „twórcze napięcie”, z którego – przy odrobinie politycznej inteligencji – narodzi się coś w rodzaju współpracy w obszarze nowoczesnych technologii
i zeroemisyjności.
A na końcu zostają wartości. To brzmi bardzo patetycznie. Jak spojrzymy na Pekin i Moskwę – tam się sojusze skleja ideologią autorytarną. Berlin i Waszyngton natomiast, musi udowodnić coś znacznie trudniejszego: że w razie zagrożenia państwa demokratyczne również potrafią być skuteczne i szybkie w podejmowaniu działań. Jeśli w jednym z krajów Unii Europejskiej instytucje demokratyczne zaczynają się chwiać, natychmiast odbija się to po drugiej stronie Atlantyku. To nie jest już partnerstwo dwóch państw. To partnerstwo dwóch organizmów demokratycznych, połączonych wspólnym krwiobiegiem. Jeśli jeden zachoruje poważniej, drugi odczuje to w swoim własnym ciele politycznym. Ukraina, broniąc tradycyjnych wartości UE, w końcu oddala się od wpływów Moskwy. Kanclerz Mertz w trakcie wizyty w Białym domu w sierpniu 2025 był bardzo stanowczy. Nie apelował do wartości demokratycznych. Miał po prostu oznajmić, że Europa wzięła na siebie główny ciężar finansowania ukraińskiego państwa i że zrobi jeszcze więcej w zakresie pomocy wojskowej, „ale brak wsparcia USA oznacza oddanie zwycięstwa Putinowi, a to byłaby Wasza geopolityczna porażka, nie nasza”. Przedstawił to jako wspólny problem wizerunkowy i strategiczny Ameryki, a nie tylko jako europejską troskę.
Dlatego nie warto mówić o sojuszu niemiecko-amerykańskim w tonie hurraoptymistycznego manifestu, a raczej jak o zadaniu domowym, które należy odrabiać codziennie. Bez sentymentów, ale też bez cynizmu. Z twardym przeświadczeniem, że to, co łączy Berlin i Waszyngton, jest zbyt cenne, by pozwolić mu skostnieć. W świecie, który rozpada się na bloki, to partnerstwo może być albo kotwicą, albo kolejną dryfującą platformą. Wybór wciąż należy do nas.
Autor: dr Jarosław Kit, Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie


