Czego może nas nauczyć czeski dystans?
W Pradze dwie brązowe figury Davida Černego sikają do zbiornika w kształcie Republiki Czeskiej, a strumienie wody kreślą litery. Niedaleko, w pasażu Lucerna, Święty Wacław – patron Czech – siedzi na brzuchu martwego konia zawieszonego kopytami do góry.
Obie rzeźby stały się rozpoznawalnymi punktami miasta. I obie skłaniają polskiego przybysza do pytania, co wydarzyłoby się u nas po podobnym żarcie z mapy Polski albo narodowego bohatera.
Szybko pojawiłyby się protesty, interpelacje i wieczorne debaty, a sama rzeźba zeszłaby na dalszy plan.
W Czechach takie dzieła również mogą irytować. Różnica polega na tym, że prowokacja nie musi od razu stawać się egzaminem z patriotyzmu. Narodowy symbol może być ważny, a jednocześnie wystawiony na żart.
Czeska państwowość najwyraźniej potrafi to przeżyć.
Zostawić człowieka w spokoju
W kontaktach z Czechami często obserwuję, że tolerancja rzadziej przybiera formę deklaracji. Częściej oznacza: to nie mój sposób życia, ale też nie moja sprawa, dopóki nikt nikogo nie krzywdzi.
W Polsce cudzy wybór zbyt łatwo przestaje być cudzy. Zbyt często zaczyna być traktowany jako sprawa rodziny, religii albo narodu. Zamiast zapytać, czy komuś szkodzi, zaczynamy oceniać, co mówi o całej wspólnocie.
W kontaktach z Czechami częściej słyszę pytanie: czy to naprawdę komuś przeszkadza?
Czeskie społeczeństwo nie jest wolne od uprzedzeń. Dystans może dawać ludziom przestrzeń, ale czasem bywa też chłodem lub obojętnością. Nie każda obojętność jest tolerancją.
Niewierzący, którzy dbają o kościoły
Czechy należą do najbardziej świeckich społeczeństw Europy. W spisie z 2021 roku ponad dwie trzecie osób odpowiadających na dobrowolne pytanie o religię zadeklarowało brak wiary.
Jednocześnie czeskie miasta są pełne kościołów, kaplic i religijnych dzieł sztuki. Wiele świątyń jest chronionych i odnawianych. Przykładem jest kościół św. Barbary w Kutnej Horze, wpisany na listę UNESCO.
Skoro ludzie rzadko bywają w kościele, dlaczego o nie dbają?
Odpowiedź jest prosta: ponieważ są ważne.
Człowiek nie musi wierzyć w Boga, aby rozumieć znaczenie gotyckiej świątyni. Może powiedzieć: nie wierzę, ale ten kościół jest częścią historii mojego miasta.
To nie dowód religijności, lecz umiejętności oddzielenia przekonań od troski o wspólne dziedzictwo.
Co robimy w poniedziałek?
Podobną różnicę widziałem w biznesie. My częściej zaczynaliśmy od wizji i skali przedsięwzięcia. Czescy partnerzy szybciej przechodzili do terminów, odpowiedzialności i pierwszego konkretnego kroku.
Można to sprowadzić do jednego pytania:
– Dobrze, ale co dokładnie robimy w poniedziałek?
Po ponad trzydziestu latach w biznesie wiem, że same deklaracje nie wystarczą. Liczy się odpowiedź: kto, co i kiedy zrobi.
Niewiele osób wie, że Czechy są drugim rynkiem dla polskiego eksportu, a Polska zajmuje drugie miejsce wśród partnerów handlowych Czech. To jeden z najlepszych dowodów, że nasze relacje są znacznie silniejsze, niż wynikałoby to z ich obecności w publicznej debacie.
Możemy różnić się stylem komunikacji, ale partnerstwo zaczyna się wtedy, gdy trzeba dotrzymać terminu i wspólnie rozwiązać problem.
Podobne pytanie przydałoby się także w rozmowie o państwie: mniej deklaracji, więcej odpowiedzialności.
Patriotyzm bez egzaminu
Polacy poważnie traktują historię i narodowe symbole. To może być źródłem odpowiedzialności.
Problem zaczyna się wtedy, gdy patriotyzm zamienia się w egzamin z tego, kto jest dostatecznie polski.
Nacjonalizm nie zaczyna się przecież od samej flagi. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś uznaje, że ma wyłączne prawo decydować, kto może pod nią stanąć.
Czeski dystans nie jest receptą na wszystko, ale pokazuje, że silna wspólnota nie musi być jednolita.
Polska nie potrzebuje mniej patriotyzmu, lecz patriotyzmu, który nie musi niczego udowadniać – takiego, który nie boi się odmienności, krytyki ani żartu.
Silna wspólnota nie pyta bez końca, kto jest prawdziwym Polakiem.
Pyta, co potrafimy wspólnie zrobić.
Autor: Bogdan Łukasik – Konsul Honorowy Republiki Czeskiej w Lublinie, przedsiębiorca, menedżer i działacz społeczny.
Tekst wyraża prywatne opinie autora.

