Tajemnicze pułapki zawisły na lubelskich kasztanowcach
Na drzewach w całym Lublinie pojawiły się niepozorne urządzenia. To część corocznej akcji, która ma zatrzymać inwazję groźnego owada niszczącego kasztanowce.
Spacerując po Lublinie, można je zauważyć gołym okiem. Choć wyglądają niepozornie, pełnią bardzo ważną rolę. Miasto właśnie zakończyło montaż pułapek, rozpoczynając kolejną odsłonę walki ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem.
To właśnie ten niewielki motyl odpowiada za charakterystyczne, przedwczesne brązowienie liści kasztanowców. Drzewa, które jeszcze powinny cieszyć soczystą zielenią, już na początku lata wyglądają na zmęczone i osłabione. Powód? Larwy szkodnika niszczą liście od środka, ograniczając ich zdolność do fotosyntezy.
W tym roku na 111 najcenniejszych kasztanowcach rozwieszono aż 333 pułapki feromonowe. Działają sprytnie – przyciągają dorosłe osobniki i wyłapują je, zanim zdążą się rozmnożyć. To prosty, ale skuteczny sposób na ograniczenie populacji owada.
– Wiosna to moment, kiedy szrotówek jest najbardziej aktywny. Dlatego właśnie wtedy montujemy pułapki. Dzięki temu nasze kasztanowce, w tym te uznane za pomniki przyrody, zachowują dobrą kondycję – podkreśla Blanka Rdest z lubelskiego ratusza.
Pułapki pojawiają się na drzewach już w kwietniu, zanim wykluje się pierwsze pokolenie motyli. Zostaną tam aż do końca sierpnia – czyli przez cały okres największego zagrożenia. W zależności od wielkości drzewa montuje się od jednej do trzech sztuk.
Najwięcej urządzeń zawisło w miejscach szczególnie cennych przyrodniczo – m.in. nad Zalewem Zemborzyckim i przy ul. Solarza. Ale działania obejmują też inne części miasta, w tym okolice ul. Nowy Świat, Świętochowskiego czy Ogród Saski.
Choć szrotówek upodobał sobie przede wszystkim kasztanowce białe, jego działalność może mieć długofalowe skutki. Powtarzające się ataki z roku na rok osłabiają drzewa, a w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do ich obumierania. Dlatego miasto nie odpuszcza – i co roku sięga po sprawdzoną metodę, która choć mało spektakularna, robi dużą różnicę.


Fot. materiały prasowe

